Przeskocz do treści
My z „Marcinka”

Wspomnienie o Wojtku Suchockim

Wojtka Suchockiego przywołują w pamięci koledzy z rocznika - matura 1968:
Adam Kosiba, Stefan Grajewski i Jacek Wiśniewski.


Kochany Wojtku!

fot. Sławomir Obst/Muzeum Narodowe w Poznaniu

Tak trudno pogodzić się z myślą, że nie ma Ciebie już wśród nas. Wracają wspomnienia ze szkolnej ławy ze sławetnego "Marcinka", w którym rozpoczynaliśmy naukę w roku 1964. Przez wszystkie cztery lata siedziałeś z rzędzie ławek od strony okna dzieląc przez cały czas miejsce z Leszkiem Jarosławskim znanym i lubianym szermierzem reprezentantem Polski na Mistrzostwa Świata Juniorów w Teheranie w roku 1967.
Byłeś oczkiem w głowie naszego wspaniałego polonisty profesora Gerarda Sowińskiego „Barnaby”, który umiał w nas młodych gniewnych rozbudzić miłość do literatury i piękna, a jak omawiana była „Satyra na leniwych chłopów” to mówił do nas – zwróćcie uwagę na dwuznaczność tytułu.
Co roku w duże wakacje jeździliśmy do Nieszawki, gdzie toczyliśmy epickie boje piłkarskie między drużynami z każdego pokoju – pamiętam nasz był „6”. Ponieważ piszący te słowa chciał stać się doskonałym bramkarzem, jak legendarny Zamora, prosiłem Ciebie byś strzelał mi treningowo na bramkę zawsze z doskonałym skutkiem i wyborną techniką.
W Nieszawce narodził się „Głos obozowy” nasza gazetka opisująca życie obozowe, a Ty mający już wtedy wielkie zdolności artystyczne nadawałeś mu szatę graficzną. Ta dziennikarska pasja zapoczątkowana w Nieszawce zaowocowała powstaniem „Tygodnika Żakowskiego”, który był ewenementem na skalę ogólnopolską, bo wydawany był przez ponad dwadzieścia lat. Tytuł (napis) „Tygodnika Żakowskiego”, który wisiał przez wiele lat w tej samej gablocie w hallu na parterze budynku był Twoim mistrzowskim dziełem wyrazem najwyższego kunsztu i profesjonalizmu. Różnokolorowy tytuł na wielkie litery „T” i „Ż” były ozdobione cudownymi postaciami żaków zawadiacko spoglądającymi na czytelnika. Na otwarciu wydanego pierwszego numeru „Tygodnika” nieodżałowanej pamięci pierwszy Naczelny Rysiu Schubert powiedział, że ojcem „Tygodnika Żakowskiego” jest „Głos Obozowy” – matki nie posiada…. . Przez wiele lat byłeś ostoją graficzną i nie tylko wydawanej gazetki.
Byłeś człowiekiem renesansu o licznych zainteresowaniach i pasjach. Już w szkole średniej dałeś się poznać jako młodzieniec oczytany, delikatny, wrażliwy na piękno i dobro, o wielkiej wrażliwości humanistycznej i umiłowaniu malarstwa i muzyki. Na lekcjach polskiego grałeś zawsze pierwsze skrzypce, a Twoje mądre, wyważone i celne wypowiedzi wzbudzały podziw i uznanie Twoich kolegów i Profesora Sowińskiego.
Byłeś ogromnie lubiany i szanowany za swój takt, delikatność i poczucie humoru. Nawet bardzo wymagający i budzący grozę łacinnik profesor Bąk był pełen uznania dla Twojej wiedzy i łatwości tłumaczenia trudnych tekstów starożytnych poetów.
Wszystkie te Twoje piękne cechy serca, umysłu i charakteru mogły spowodować jedyny i naturalny wybór studiów – historię sztuki. Te trudne i wymagające studia pozwoliły rozwinąć w pełni skrzydła, wyzwolić pasje i umiejętności. Wymagające i specyficzne środowisko znawców i koneserów sztuki ma Tobie tak wiele do zawdzięczenia.
Ze swoimi wrodzonymi cechami dobra, życzliwości ludziom i wrażliwości na piękno tworzyłeś wraz z oddanymi Tobie uczniami i pracownikami wizje koniecznych zmian w muzealnictwie. Za Twoją sprawą Poznań doczekał się wielu imponujących wystaw i ekspozycji, a Muzeum Narodowe w Poznaniu pod Twoim osiemnastoletnim kierownictwem przeżywało okres wspaniałej prosperity.
Wojtku Kochany – czy możliwe, że już nigdy nie przyjdziesz na nasze klasowe spotkania, zawsze elegancki, nienagannie ubrany i będący kopalnią wiedzy i przekazujący różne ciekawostki. Niechaj pociechą dla nas żyjących będzie konstatacja, że drogę do gwiazd usłaną różami i cierniami przejdziemy wszyscy. Wierząc zaś w Świętych obcowanie ufamy, że z niebieskich obłoków błogosławisz i wspierasz tych wszystkich, którzy nie tylko w sztuce kochają piękno i dobro, jak Ty Kochany czyniłeś w Swoim bogatym i spełnionym życiu.
Spoczywaj w pokoju Drogi Wojciechu!

 Adam Kosiba – matura 1968


O Wojtku

Najwięcej wspomnień wiąże się z okresem nauki w Marcinku. W naszej nielicznej łacińskiej klasie nie można było nie zauważyć istotnych cech Wojtkowego charakteru: błyskotliwej inteligencji, nieprzeciętnego talentu plastycznego, niewiarygodnego poczucia humoru. Jednakże było jeszcze coś innego - wnikanie w sedno rzeczy i ostrokonturowe osądy otaczającej nas wtedy rzeczywistości. Był też wielkim fanem koszykówki.
Po maturze nasze drogi się rozeszły, a kontakty pozostawały sporadyczne. Aż do momentu, kiedystaliśmy się już dojrzałymi ludźmi. Potem były zaproszenia na wernisaże, otwieranie wystaw w Muzeum, doroczne spotkania towarzyskie absolwentów z naszej klasy aż po pięćdziesiątą rocznicę zdania matury.
W Muzeum zawsze znalazł czas, aby podejść i zamienić kilka zdań. Gdzieś pod koniec lat dziewięćdziesiątych przeczytałem dysertację Jego autorstwa „W miejscusumienia - śladem myśli o sztuce Martina Heideggera”.  Na tę książkę trafiłem właściwie przypadkowo, zobaczyłem ją w witrynie wydawnictw Uniwersytetu. Może słowo „przeczytałem” nie jest tu adekwatne - okresowo do niej zaglądam i za każdym razem czytam ją na nowo.
Spotkania z Wojtkiem nigdy nie przebiegały według schematu „co słychać”, zawsze była to rozmowa analitycznie omawiająca zjawiska i wydarzenia z przeszłości i nam współczesne.
Będzie nam Jego brak.

Stefan Grajewski – matura 1968


Z lat szkolnych pamiętam Wojtka Suchockiego z powodu dwóch cech: zdystansowany i spokojny, ale gdy miał coś do powiedzenia – pojawiała się pasja. Andrzej Porawski tak to opisał: „(…) klasówka z polskiego: III okres X klasie, romantyzm. Jeden z temat do wyboru brzmiał „Mickiewicz czy Słowacki?” Z młodzieńczą pasję pisałem, że Mickiewicz. Wojtek Suchocki, z którym prowadziłem na lekcjach różne polemiki, pisał równie emocjonalnie, że Słowacki. Oba wypracowania wisiały potem przez jakiś czas obok siebie w szkolnej gablocie…”.
Na studiach czasem na siebie wpadaliśmy – filologie i historia sztuki zajmowały sąsiednie skrzydła Collegium Novum przy ówczesnej ulicy Marchlewskiego. Pamiętam, że niósł kilka książek.
Profesura – „Jego wykłady były jak spektakl” piszą jego koledzy z instytutu.
18 lat dyrektorowania Muzeum Narodowemu w Poznaniu, 280 wystaw, rewitalizacja zespołu pałacowego w Rogalinie.
Już się nie spotkamy wspominać szkołę i maturę – ale dokonał tak wiele, że nie zniknie w niepamięci!

Jacek Wiśniewski - matura 1968